Domowy przecier pomidorowy – promyk słońca w mojej kuchni

Domowy przecier pomidorowy – promyk słońca w mojej kuchni

Przecier pomidorowy w trakcie gotowania wzbogaca się o likopen – antyoksydant, który dzięki oliwie wchłania się i niweluje skutki stresu, opóźnia procesy starzenia, ale także wzmacnia siły witalne. Przecier jest smakowitym źródłem związków mineralnych i śladowych głównie: sodu i potasu, ale też fosforu, magnezu, manganu, cynku i miedzi. Działa odkwaszająco. Wiemy co jemy, dodajemy do niego co lubimy.  Jest sposobem na doładowanie akumulatorów, wtedy gdy najbardziej tego potrzebujemy.

„Uznaj swoje zdolności rozwijaj swoje talenty – uwierz w siebie” (Ewa Foley)

 

PRZECIER – GENEZA

Są sprawy, którymi nie zaprzątam sobie głowy, bo szkoda mi na nie czasu. Są jednak rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie już życia. Do nich należy własnoręcznie zrobiony przecier pomidorowy. Nie może go zabraknąć w mojej spiżarce. Ogórki kiszone i kapustę pal licho, da się wyszukać dobrej jakości, ale żaden gotowy przecier nie zastąpi mi własnego. Uwaga to uzależnia! Jeśli uważasz, że to bzdet, na który szkoda czasu, to nie próbuj powtarzać tego w domu, bo będziesz mieć tak samo, jak ja. Kiedyś zimą używałam wyłącznie pomidorów z puszek lub gotowe sosy pomidorowe z kartonów, bo tak było wygodniej. Koncentraty pomidorowe już dawno temu wpisałam na moją czarna listę gotowych produktów zabijających we mnie smak i życie. Lista ta jest wciąż się wydłuża 🙁
Pisałam już o tym. W głowie przestawił mi jeden słoik .Tak litr przecieru zrobionego latem roku pamiętnego ot tak, dla uratowania dojrzałych pomidorów. Otworzyłam go, gdy za oknem szalała śnieżyca. Efekt. Co roku przerabiam o jedną skrzynkę więcej. Nie umiem przestać. W tym roku 80 kg pomidorów – 40 kg na suszone, 40 kg na przecier. Nawet jak przesadzę z ilością, przetwory w ciemnej piwnicy mogą stać dłużej niż rok. Cieszę się ich smakiem przez okrągły rok. Świeże pomidory są co prawda dostępne cały czas, ale tylko przez 3-4 miesiące mają prawdziwy smak i walory odżywcze oraz nie są wybitnie toksyczne. Poza tym gotowane pomidory są dużo smaczniejsze i esencjonalne niż świeże. Oto główny powód, dla którego poświęcam kilka weekendów z końcem sierpnia i we wrześniu. Kiedy to lima osiąga najniższą cenę.

Są tacy, którzy do przecieru sypią cukier. Mnie z nim nie jest po drodze i unikam go, ponieważ to on jest głównym powodem zakłóceń metabolicznych, które z czasem prowadzą do większości schorzeń. To kula śniegowa, której nie jesteśmy w stanie potem powstrzymać. Więcej i więcej…

Zamiast cukru używam do przecieru cebuli, która obdarza nas naturalną słodyczą. Dodaję jedną sztukę na około 2 kg pomidorów. Podbijam słodycz również aromatem cynamonu i goździków. Ale od początku.

WYBÓR POMIDORÓW

Jest to sprawa banalnie prosta. Wybieram limę, bo jest mięsista i najpopularniejsza, a tym samym w szczycie wysypu najtańsza. Może być też gatunek bawole serce, ale jest trudno osiągalny i tym samym droższy. Od lat kieruję się zasadą wyboru drobnych i niepozornych warzyw są zdrowsze, bo koncentrują w sobie mniej zanieczyszczeń i nawozów sztucznych niż te najdorodniejsze. Płuczę dokładnie pomidory w roztworze octu, potem sody oczyszczonej i pod bieżącą wodą… Pomidorów nie obieramy ze skóry nie wycinamy gniazd nasiennych, kroimy jedynie na połówki lub ćwiartki.

SKŁADNIKI PRZECIERU

1 duża cebula na około 2 kg pomidorów

olej lub oliwa

sól himalajska lub kłodawska

5-6 goździków na 2 kg pomidorów

liście laurowe

ziele angielskie

cynamon cejloński (w proszku) – 1 łyżeczka na garnek

Cebulę kroimy w kostkę. Bierzemy największy garnek, najlepiej z grubym dnem. Rozgrzewamy oliwę i podsmażamy cebulę. Dodajemy do niej przyprawy z wyjątkiem cynamonu, który dodajemy na końcu. Gdy cebula jest podrumieniona wrzucamy stopniowo pomidory. Każdą warstwę przesypujemy niewielką ilością soli, po to aby puściły sok i uwolniły słodycz. Po zapełnieniu całego garnka, przykrywamy pokrywką, tak aby ciepło rozeszło się równomiernie. Kiedy pojawi się sok, a pomidory zmniejszą swoją objętość dokładamy świeżych, soląc je ponownie. Mieszam i przykrywam.

W ten sposób przerabiam 20 kg pomidorów na dwa razy mając jeden 8 litrowy garnek. Od czasu do czasu mieszam. W momencie kiedy masa jest miękka, blenderuję ją. Teraz od upodobań i jakości blendera, zależy co zrobicie dalej. Ja wolę jeszcze przetrzeć wszystko przez gęste metalowe sito i poświęcić czas, żeby hurtowo przetrzeć wszystko, by potem cieszyć się gotowym przecierem. Moja znajoma woli odwrotnie, rozłożyć ten wysiłek i przeciera zapasteryzowany słoik już po otwarciu w momencie, kiedy zamierza go wykorzystać. Są też tacy i to najlepsze rozwiązanie, którzy miksują przecier na gładką masę. Nie tracimy wówczas nic z pomidorów. Jest naturalnie zagęszczony błonnikiem z pestek i skórek. Zamiata nasze jelita ze wszelkich złogów.

Tak na marginesie, mam ciągły dylemat czy kupić jedno dobre drogie urządzenie, które zrobi wszystko, czy wypychać szafki tańszymi gadżetami, które załatwiają jedną góra dwie czynności ;).

Po przetarciu w zależności od gęstości przecieru możemy go zredukować jeszcze. Stawiamy garnek bez przykrycia na wolnym ogniu. Od czasu do czasu energicznie mieszając. Na tym etapie dodaję odrobinę cynamonu. Nie doprawiam niczym więcej, bo sos ten stanowić może bazę do różnych dań.

Przygotowujemy słoik. Od lat sprawdzają mi się najlepiej dwie pojemności 0,8 l i 1l. Te mniejsze są idealne jako dodatek np. do kaszotto lub sos do makaronów, te większe na zupę. Najlepiej umyć je w zmywarce, bo wyparzanie wówczas mamy z głowy. Najbardziej lubię wlewać do słoików gorący przecier, zakręcam, odwracam i stawiam na nakrętce. Pasteryzowanie mam wówczas z głowy. Zaopatrzona jestem w cały zestaw rękawic, ścierek i ręczniczków. Te które nie chwycą, po ostudzeniu wstawiam do lodówki i wykorzystuję w ciągu najbliższych dwóch dni. Jeśli jest ich więcej, zmieniam zakrętki i pasteryzuję ponownie.

A potem spijam tylko piankę, czyli rozkoszuję się wspomnieniami lata, a dom wypełniam boskim aromatem gorących pomidorów. Jak nie wykorzystam zawartości słoja na raz, przechowuje resztę w lodówce.

Niewielka ilość goździków zabezpiecza przecier przed rozwijaniem się bakterii, grzybów i pleśni. To moja tajna broń, również do walki z przeziębieniami oraz nieświeżym zapachem z ust. Uśmierzają ból, a zimą rozgrzewają nas od środka. Lubię dodawać je wraz owocami czarnego bzu do herbaty z czystka, bo przełamują jego cierpki smak. Stanowią idealny zestaw z dodatkiem miodu i cytryny na pierwsze chłodne dni, które są dla nas najbardziej dotkliwe i przykre. Z własnym przecierem pomidorowym daje się pogodnie przeżyć i zimę. Nawet jak upadam energetycznie, taki słoik wyciągnięty ze spiżarki daje mi mocnego kopa. Jest też kołem ratunkowym w sytuacjach, kiedy nie mam głowy i czasu na gotowanie. Taka inwestycja zawsze wychodzi nam na  zdrowie i dobry nastrój.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *