Energetyczne porządki ‒ konieczność czy zabobon?

Energetyczne porządki ‒ konieczność czy zabobon?

Cofnij się pamięcią chociażby do ostatniego tygodnia i zastanów ile gorzkich słów z siebie wyrzuciłeś lub przyjąłeś do siebie. One nie znikają. Przyjmujemy ich energię, przyklejają się, czasem zawisają w powietrzu i tkwią, tak długo jak się ich nie pozbędziemy. Czy wiesz jak wypraszać niskie energie ze swojego życia?

Dobry instynkt zazwyczaj mówi ci, co masz zrobić, zanim wymyśli to twoja głowa.

Michael Burke

Na wstępie chcę zaznaczyć, że zupełnie świadomie pomijam w artykule aspekt budowy energetycznej człowieka i skupiam się na fizycznym oddziaływaniu negatywnych energii na nasze ciało. Każdy zainteresowany dalszym rozwojem duchowym znajdzie sporo pomocnej wiedzy w internecie. Temat jest też zbyt obszerny, by go omówić tylko w tym artykule.

Nigdy wcześniej przed obudzeniem nie myślałam o tym, że przestrzeń wokół nas wypełniona jest czymkolwiek, co ma tak silne oddziaływanie na nasze życie. Odczuwałam różne wpływy, ale nie przyjmowałam tego do wiadomości zajęta przyziemnymi sprawami. Nasze kochane mamy i babcie uczące nas dbałości o dom nie przekazały nam wiedzy o czyszczeniu energetycznym, bo same jej nie otrzymały. Z czasem postępu rytuały, które odbywano w bliskim kontakcie z naturą, schowane zostały do kuferka z napisem: “zabobony i gusła” i ukryte głęboko. Odeszły w zapomnienie.

Wierzymy w to co widzimy lub w to, co zostało udowodnione przez naukę. W dość głupich i równocześnie ciekawych czasach przyszło mi żyć. Postęp jest oszałamiający, ale społeczeństwo nie pozostawia przestrzeni do osobistych odczuć i wiary w to doświadczanie pozazmysłowe. Spotkałam już sporą ilość osób, które zbyt mocno czują i zbyt dużo widzą. Są pozostawione sobie samym, często wyśmiane, nierozumiane, wyrzucone na margines społeczny z poczuciem, że jest z nimi coś nie tak. Spora liczba z nich leczy się na depresję, ląduje w szpitalach psychiatrycznych bądź kończy ze sobą. Muszę przyznać, że mam dużo szczęścia, albo determinacji i siły, aby iść za głosem swego serca. Przy okazji błogosławię wszystkim sceptykom, którzy wyzywają mnie od szalonych.

Część z nas jest głucha na podszepty intuicji, ale zupełnie bezwiednie i podświadomie korzystamy z niej. To ten zmysł przyciąga nas do niektórych, od innych odpycha. Znowu ktoś w pierwszej rozmowie wydaje się nam bliski, jakbyśmy go znali całe swoje życie. Ściągamy myślami kochane osoby, czasami na rozstaju dróg skręcamy w odpowiednią stronę, odczuwamy wibracje miejsca. Przyjmujemy te sygnały, ale w pośpiechu zapominamy i nie przywiązujemy do nich wagi. Myślimy fuks, przypadek. Jednak każdy, który te umiejętności trenuje i rozszerza swoją świadomość, potwierdzi, że nie ma przypadków – jest tylko intencja świadoma lub nie i efekt, który go wywołuje. Oczywiście wcześniej słyszałam o prawie przyciągania, o powracającej energii, ale podchodziłam do tego z dystansem jak do technik bicia piany i epatowania pozytywną energią na siłę, za których tresowanie ludzie tak chętnie i dużo płacą. Teraz wiem, że albo ma się pozytywną energię w sobie, podobnie jak miłość, spokój, bezpieczeństwo albo ze świecą szukać jej w całym świecie. Jeśli nie wykształcimy ich w sobie, nikt nam ich nie da, albo tylko na krótki czas. Wszystko w świecie jest odbiciem naszego wnętrza.  Będziemy jak zombi, energetyczne wampiry wysysać z innych, ale nie zaznamy spokoju i szczęścia. Nie ma kroplówki, cudownego przycisku, magicznej pigułki. Niech się komuś nie wydaje, że używki pomogą. Ciało „dzień po” mówi wyraźnie, że to coś bardziej truje i strąca na niżyny człowieczeństwa niż przybliża do boskości.

A co zrobić jeśli spadniemy na dno lub jeszcze niżej, czujemy przygnębienie, nienawiść, frustrację, irytację, apatię, ucisk w splocie słonecznym, poddenerwowanie, kiedy kłócimy się z domownikami i wszystko nas w nich wkurza. To znak, że musimy działać. Zacząć od czyszczenia siebie i przestrzeni, w której żyjemy. Dobrze też prześwietlić nasze relacje z ludźmi. Zacząć zwracać baczniejszą uwagę na szczegóły np. czy po rozmowie z kimś czujemy silny odpływ sił, przy znowu nasza energia wzrasta. Kto zawsze podetnie nam skrzydła, a kto wyniesie w niebiosa. Nie ma znaczenia czy mieszka z nami, czy kontaktujemy się tylko telefonicznie, efekt może być ten sam.

Czy nam się podoba, czy nie w zależności od wieku składamy się od 70 do 90 % z wody. A woda posiada pamięć absolutną, wszystkiego z czym się zetknie. Rezonujemy zatem tym, co woda ma w sobie. Poza tym cała przestrzeń wokół nas i do środka to nasze 7 ciał, które są formą plazmy energetycznej z polami informacyjnymi. Wypełnia się wibracjami naszych myśli, słów, działań, kłótni. Bardziej świadomi jesteśmy szkodliwości smugu energetycznego niż tego,  że koło głowy, albo w kubku na biurku mamy chmurę niskich i krytycznych myśli na swój temat, które nazbierały się całymi miesiącami lub latami. Jeśli spadniemy zbyt nisko przyczepią się do nas energie, które wysysać będą z nas wszystkie witalne siły. Karmią się wszystkim co negatywne. Każdy pasożyt nie tylko zatruwa żywiciela, ale bardzo perfidie potrafi generować bodźce, które do złudzenia przypominają jego własne. Jeśli czujemy irytację, poddenerwowanie, strach, z byle powodu wpadamy w furię, apatię to są poważne sygnały do tego, aby się oczyścić.

Obyście tego nigdy nie doświadczyli. Licho nie śpi i zatacza szerokie kręgi, a karmi się tym  co w nas najgorsze. Sięgnij pamięcią choćby do ostatniego tygodnia i zaglądnij do środka własnych uczuć, a zapewne uznasz, że trzeba działać. Jeśli czujesz lęk, obawę, że energia ta Cię przerasta szukaj pomocy u kogoś doświadczonego. Nim się „obudziłam” zwróciłam się o ratunek do zaprzyjaźnionego mnicha benedyktyńskiego nieodżałowanego o. Jana Pawła Konobrodzkiego OSB. Rozmowę z nim pamiętam jak rozbłysk słońca na niebie zaciągniętym szczelnie chmurami, które wisiały nad nami i ściągnęły na nasze życie wszystkie „siedem plag egipskich”. Byłam wówczas tak zdesperowana, że posunęłam się do rozmowy z egzorcystą. Ten przeraził mnie bardziej niż to czego próbowałam pozbyć się z domu. Szukałam pomocy u szeptuchy. Teraz wdzięczna jestem za doświadczenie, które mnie spotkało, bo dzięki niemu przeszłam na aktywną i świadomą stronę mocy. Wiem, że po każdej kłótni, złości lub zniechęceniu muszę sięgnąć do swojej energetycznej apteczki, której zawartość zwiększa się wraz z poszerzaniem mojej wiedzy: zioła, kamienie szlachetne, amulety, świece. Ta… wiem co myślicie, kiedyś też tak miałam… i uśmiech politowania na twarzy… i to znaczące kiwanie głową. Miałam tak samo póki nie sprawdziłam jaką mają moc. Pamiętaj, wszystko to w co wierzysz ma moc sprawczą, niezależnie czy jest to dobre czy złe. Dlatego warto zadbać o higienę energetyczną

DUCHOWY DETOKS

Generalne duchowe porządki najlepiej zacząć jak będziemy w domu sami. Szczególnie jak mieszkamy pod jednym dachem z niedowiarkami i sceptykami. Po co się narażać na komentarze i kpiny. Przy okazji posłużą nam za króliki doświadczalne. Po ich powrocie do domu możemy obserwować ich zachowanie. Poza tym nic nas nie będzie rozpraszało i denerwowało. Jest to o tyle istotne, że czyszcząc przestrzeń musimy wzbudzić w sobie pozytywne wibracje. Najlepiej myśleć o tym, co chcielibyście zaprosić do domu: uśmiechy dzieci, partnera, męża, miłość, spokój. Jeśli się nam nie przelewa, śmiało zaprośmy też prosperity, bogactwo, obfitość (jeśli słowa te kojarzą nam się pozytywnie).

Moimi niezbędnikami są sól, biała szałwia, palo santo i ostatnio używam też kadzideł: bylicy, piołunu, drzewa sandałowego, pięciornika, drzewa sandałowego, wiesiołka, olibanum czy mieszanki typowo kościelnych do oczyszczania.

Gdy nie mam swoich atrybutów używam świecy lub robię rytualne porządki dodając do wody, którą zmywam wnętrza i sprzęty, zwykłą sól lub / i olejek zapachowy. Miotła zrobiona z gałązek brzozy lub kadzenie jej liśćmi, jałowcem.

Do oczyszczania ciała najlepszym, najszybszym i najprostszym sposobem jest rutynowe uziemianie się: chodzenie na bosaka, leżenie lub kładzenie na ziemi, przykładanie rąk do ziemi, wizyty w jaskiniach solnych.

Co jakiś czas stosuję rytualne kąpiele, w wodzie z solą lub najsilniejszą jaką próbowałam w wywarze ziela ostrożenia (czarciego ziela)

Każda nasza myśl, czy emocja ma określoną wibrację. Jeśli jesteśmy na tyle silni i w dobrej kondycji wystarczy również intencja i koncentracja. Za uwagą podąża energia, która skupia się tam gdzie umysł.

Z poziomu miłości – różowego światła o różnych odcieniach – najsilniejszej wibracji rozpuścimy każdy mrok.

Każdy ze sposobów okaże się na tyle skuteczny, na ile silna jest wiara w jego skuteczność.

 

Jeśli czujesz, że nie jesteś w stanie pomóc sobie sam, to JESTEM, aby SPRZĄTAĆ i dawać wsparcie!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *